Zanim odkryłem kajaki
Zanim odkryłem spływy kajakowe moją wielką miłością były góry. Nie żeby tam jakaś ambitna wspinaczka, ot, zwykłe łazikowanie z plecakiem. Naszą ambicją było omijanie schronisk i nocowanie w lesie. W ten sposób udało mi się spędzić wiele nocy w miejscach teoretycznie niedozwolonych: wysoko w Tatrach, w pasach granicznych i kilku Parkach Narodowych. Żaden survival, mieliśmy po kilkanaście lat i… puste kieszenie; nie było nas stać na inny nocleg. Kajaki pozwalają mi zresztą do dziś na kontynuowanie pięknej tradycji spania w krzakach.
Nigdy nie żegnaliśmy dnia dwa razy w tym samym miejscu. Co rano garb na plecy i w drogę. Tak przemierzyłem setki kilometrów chyba we wszystkich polskich pasmach, większości słowackich i kilku europejskich, łącznie ze szkockimi Grampianami i Górami Kaledońskimi. Szkocję do tej pory uważam za jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie udało mi się odwiedzić, jednak największym sentymentem darzę wschodnie Karpaty, w szczególności Beskid Niski i Bieszczady. Spływy kajakowe i chodzenie po górach wbrew pozorom mają bardzo wiele wspólnego. Jednym z tych elementów są pieśni. Jeśli na bazie studenckiej w Wisłoczku czy Wysowej słyszałeś o łemkowskich chatach, cerkwi baniach, bieszczadzkich aniołach, burych świerkach o góry wspartych czy wyłaniającej się z chmur Jaworzynie to na pewno usłyszysz to samo nad rzeką. Kajaki i góry chyba przyciągają ten sam typ ludzi…
Oj pionierskie to były czasy, pionierskie. Niewygodny plecak, kocher na benzynę i śpiwór w truskawki. Duży, ciężki, z zepsutym suwakiem. Do tego prawdziwy indywidualista wśród śpiworów, bowiem inaczej niż jego pobratymcy raczej chłodził niż grzał. Cóż, nie słyszeliśmy jeszcze o kartach Mastercard a mimo to udało nam się zgromadzić moc bezcennych wspomnień.
Później wypadki potoczyły się szybko. Studia, praca, dom, dzieci i stale przybywające kilogramy. Zanim jednak to się stało odkryłem wodę, choć jeszcze nie były to kajaki…
Tagi: góry • kajaki • wakacje • wypoczynek