Studenckie spływy kajakowe
Po szczęśliwym zaliczeniu pierwszego roku nadszedł czas na upragnione wakacje. Musiały być studenckie, czyli przede wszystkim tanie. Internet nie był jeszcze podstawowym narzędziem szukania ofert wypoczynku. Na szczęście wypatrzyłem plakat: „Traperskie spływy kajakowe Drawą”. Miła Pani w biurze podróży wyjaśniła, że „traperski” nie oznacza, że będziemy polować w śmiesznych czapkach na zwierzęta futerkowe, tylko, że wszystkie bagaże musimy zmieścić w kajakach i nikt ich nam nie przewiezie. Wtedy nie było to dla mnie takie oczywiste. Na szczęście cena była niska, więc decyzja została szybko podjęta.
Ekipa na kajakach okazała się wyśmienita. Młodzi, niebaczący na niewygody i uczciwie co wieczór pracujący na kolejnego kaca. Nikomu nie przeszkadzało, że kajaki były „starszego typu”. Nasz miał co prawda małą nieszczelność, ale jakoś sobie poradziliśmy. Fakt, że przydzielony nam przewodnik, nigdy nie płynął Drawą, też nie miał znaczenia i przydawał tylko całej wyprawie aurę prawdziwej eksploracji. Płynęliśmy z bagażami, co oznaczało, że sami decydowaliśmy o miejscu noclegu, wybierając na biwak tereny malownicze i zwykle niedostępne od strony lądu.
Tego lata nauczyłem się dlaczego spływy kajakowe muszą być przeprowadzane według konkretnych reguł bezpieczeństwa. Jedną z nich jest zasada jednoosobowego kierownictwa. Poznaliśmy jej wagę, płynąc przez Drawsko. Byliśmy na środku jeziora, gdy nagle zaczęła się załamywać pogoda. Część osad chciała płynąć dalej ale przewodnik był nieubłagany, wydając zdecydowaną komendę do brzegu, natychmiast, bezdyskusyjnie. Ledwo ostatnie kajaki dobiły do brzegu, na jeziorze rozpętało się piekło. Wiatr wywracał jachty i łamał drzewa. Dobrze, że nie było nas już na wodzie…
Drawa jest uważana za jedną z piękniejszych polskich rzek, najzupełniej słusznie. Oczywiście, jak każdy szlak kajakowy ma nudniejsze fragmenty jak na przykład nieszczęsną Prostynię, ale już odcinek prowadzący przez Drawieński Park Narodowy jest bezkonkurencyjny. Ciekawym przeżyciem była też możliwość przepłynięcia przez poligon. W sumie pokonaliśmy kajakiem ok. 180km . Dla mnie ten spływ był ważny jeszcze z jednego powodu. Były to pierwsze wakacje jakie spędziłem z pewną uroczą blondynką, która jeździ ze mną na kajaki do dziś, już jako żona.
Tagi: kajaki • spływ kajakowy